Dolce Vita. Będzie po włosku. Czasami się będziemy przekrzykiwać, gwar, rodzinnie, pełne stoły pyszności, dzieciaki biegające po ciemku, cierpkie jak szlag wino domowe.

Wysokiej jakości infrastruktura przydomowa.

Siesta, zamknięte knajpy, złe kulinarne wybory. Do morza daleko. Pola śmieci. Jelitówka pełzająca po uczestnikach. Oj słodkie życie.

Jestem głodna, talerz pusty. To nie jest dobre.

Lecę samolotem. Jestem podekscytowana jak przed pierwszą randką. W dodatku jestem tak przeświadczona o tym, że tak umiem w macierzyństwo, że nawet gdyby mnie samą wsadzili do samolotu z dwoma córkami to uśmiech nie schodziłby mi z twarzy. Rozglądam się. Wokół trochę dzieci,  za nami Bąble ze swoimi jasnowłosymi skarbami. Nie mam zamiaru zakładać, że moje będzie płakać najgłośniej. Zresztą. Nie wiem czy Julka w ogóle potrafi.

To jak Michał zajmuje się Emi daje mu plus 2 punkty do seksapilu.

Zajmowanie się Julcią to kolejne 2 punkty. I tym sposobem Michaszke możesz przytyć i 10 kg, a Twoja pozycja jest niezagrożona.

Testujemy. Po kamperze główne zastrzeżenie Emilii dotyczyło braku towarzystwa. Teraz jedziemy w mocnej asyście. Bohater numer jeden Franio- równolatek. W zasadzie razem z Emi rozpoczęli wśród przyjaciół modę na dzieciaki. Ale ale. Na pokładzie również Misia. Dziewczyna petarda. Jeżeli ktoś uważał, że Emilia prowadzi życie kaskaderki to znaczy, że nie poznał Michaliny. Uwielbia niebezpieczne sytuacje i karczek z kiełbasą. Wojtaszke stwierdził, że Misia to stan umysłu. Zgadzam się.

Ceglie Messapica. Zaskakująco dobrze się zbieraliśmy biorąc pod uwagę ilość dzieci na osobę. Już się nikt nie szczypie kiedy ten ma drzemkę, zupkę, kupkę. Sie wsiada i jedzie.

Po narodzinach Julki jestem mamą dużo spokojniejszą. Widzącą ulotność chwil, ciesząca się z tego tu i teraz. Jak Julko będziesz starsza to możesz podziękować Emilce, bo to przy niej dopiero uczyłam się jak być mamą i było to dużo bardziej nieporadne. I raczej to nie wynika z wieku, gdyż zarówno jedna i druga córka dołączyły do nas po mojej trzydziestce. Tylko przygotowana jestem inaczej. Z niczego nie musiałam drastycznie rezygnować, bo nie za wiele swojego miałam. Wyciągnęłam też wnioski i zrezygnowałam z tego co za pierwszym razem doprowadzało mnie do szału. Plus cholera widzisz jak to wszystko przelatuje przez palce. Jak mogłabym chcieć przyspieszać czas jak zaraz piękny zapach bobasa zniknie bezpowrotnie. W ogóle jest jakaś tęsknota w tym, że to ostatni raz wszystko się dzieje. Może hormony jakoś zagrały potwornie dobrze. Nie mam pojęcia. Byłam przygotowana na pochłaniające Cię piekło i wymagająca batalię. Może czeka za rogiem i dopadnie mnie moda na brzydotę. Póki co mam raj, latające pegazy, i budyniowe chmurki na niebie. Nie realizuje się scenariusz, który kreował się w głowie gdy myślałam o 2 dziecku. A może to forma premii za ryzyko. W każdym razie to dowód, że planować to sobie można, i zakładać, kalkulować, mądrkować. A potem można się zdziwić. Juleczko w każdym razie wiedź, że mamcia z tatą zakochani są w Tobie. Po uszy.

Włochy? Jakie Włochy? Wszędzie niebo takie same.

I znów patrzę w niebo. Chciałabym być czasami jak świnia i przestać to niebo oglądać.

Limitowanie dzieciakom lodów na wakacjach uważam za barbarzyństwo.

Franiu: zobacz, moja bluza jest najcieplejsza. Emi: moja też jest najcieplejsza. Franek: ale moja ma kieszenie, a ja tak obserwuje, nie jestem pewien, ale Twoja nie ma. I sobie myślę acha, zaraz będzie dym . Ale Em ze spokojem: ja sobie nachucham w rączki i też mam ciepło, chodźmy biegać. Wystarczy im nie przeszkadzać. Albo w pewnym momencie wystarczyło dać się dogadać na ich poziomie. Dać czas na zbudowanie relacji i pewność, że jak nie będą sobie radzić z emocjami mogą przyjść i powiedzieć co je trapi. Korzystają z siebie nawzajem. Nie spodziewaliśmy się zbyt wiele, a oni po prostu się bawią ze sobą. Ganiają, rozmawiają. A my wieczorem dumni jak pawie przytaczamy co te nasze starszaki wysmyczyły przez cały dzień. Z Wojtusiami znamy się jak łyse konie i zgrywaliśmy się na życiowych bezdrożach. W sumie nie wiem czemu zakładaliśmy, że nasze dzieciaki mogą się nie dogadać. Nie dość, że równolatki to jeszcze tłuczemy im do głów to samo. Rozczulający są. Pewnie tylko dla nas, ale czy to ważne? To wystarczy.

Żaden z nich nie wpadł ni razu. Żadyn. Sami widzicie jacy odpowiedzialni z nas rodzice są.

Emilia i Franiu są zupełnie inni, widać na tym etapie ich talenty i predyspozycje. Bardzo też lubię obserwować jak Emi zmienia się w zależności od towarzystwa. Kiedy prowadzi grupę, albo usuwa się w cień i małpuje każdy ruch.

Ceglie Messapica. Ostatniego dnia wybraliśmy się do centrum miejscowości, w której mieszkaliśmy. Jakie było nasze zdziwienie gdy odkryliśmy, że to najprzyjemniejsza mieścina w jakiej byliśmy podczas całego pobytu.

Czy Parma może wyjść bokiem? Pizza? Może i by mogła tylko trzeba mieć możliwość ją kupić. Co jak co, ale we Włoszech byliśmy naprawdę wiele razy. Tylko, że bez dzieci to jakoś inaczej zapamiętaliśmy. Człowiek się do siesty przyzwyczaił, jakoś dzień planował inaczej. W sezonie jeździł, turystyczne miejsca wybierał. Teraz mieszkaliśmy w jakiejś pipidówie, której nazwy autentycznie nie pamiętam. Do rzeczy. W  czasie gdy się coś otwiera tj. koło 19.00 i można zjeść to my musimy kapać nasze potworniaki. Tylko w niedzielę wszystkie knajpy w porze obiadowej otwarte. I tak pełne, że szpilki nie wciśniesz. Szkoda, że włosi są głodni o 16.00 tylko raz w tygodniu. Łatwiej by było.

Lecce -Basilica Santa Croce. Stare miasto całkiem przyjemne.

Jako, że zarówno my jak i Babelki perły w okół Bari zaliczyliśmy przy okazji wcześniejszych wycieczek postanowiliśmy eksplorować nieznane. Dzięki czemu mieliśmy przyjemność odwiedzić odpowiednik włoskiej Rudy Śląskiej czy Bytomia. Ja nie wiem czy to było potrzebne, nie wiem w zasadzie jaką strategie przyjąć na przyszłość.  Może lepiej drugi raz zobaczyć to samo, ale przynajmniej nacieszyc oko niż pod prąd pakować się w inne zakątki licząc na to, że „internet” coś przeoczył. Chyba jedyne mądre co mi przychodzi do głowy to jednak nie jeździć w te same miejsca 2 razy. Ale łatwo się mówiło do czasu. Obecnie Covid można obecnie pojechać w 7 miejsc, góra 9.

Ostuni. To chyba największe odkrycie tego wyjazdu. Bardzo przyjemna starówka.

Lubię klimat tego zdjęcia. Mocno włoski może poza skarpetami do sandałów.

 

Piękne miejsce, w którym spaliśmy i raczej nieciekawe miejsca, które odwiedzaliśmy ( poza wyjątkami pokazanymi na fotkach). Upierdliwy system restauracyjny, ale było wakacyjnie, miło. Człowiek się umie cieszyć jednak z wolnego wieczoru, z tego, że się jednak dziecko nie potruło jedząc trujące kuleczki z krzaka, że się udało wyciągnąć ten kolec od kaktusa z paluszka, że się posrali w związku z jelitowką tylko rodzice nie dzieci. Człowiek się umie cieszyć. Jak dziecko… a nie umiał wcześniej z rzeczy tak małych. Dolce vita.

Nawet plażka była, pogoda świetna. Ale nie za wiele skorzystałam z tego gdyż połowę czasu walczyłam z laktatorem na kocu.

Mam nadzieję młoda damo, że w Twoim sercu podobne emocje goszczą co na szlafroku.

Tęsknota jest za przygodą, za wakacjami nie z widokówki. Że ciepło, ładnie. Przygody mi potrzeba. Odczuć innych, wyzwania zamiast ciepłego piasku pod stopami. Czegoś by horyzonty poszerzyć. I tak. Mam ochotę czasami spakować całą trójkę i wysłać w kosmos, tatę tylko z troski o dzieci oczywiście. Chociaż nie. Sama się spakować i polecieć, bo wtedy można zdecydować kiedy na Ziemię wrócić. Bo matka jak astronauta- też człowiek.

 

Share: