Przed wyjazdem na fejsbukowym forum zapytałam o koszt taksówek nakreślając naszą sytuację. Nikt nie podał ceny. Za to usłyszałam, że: samolot to nie plac zabaw, że dziecko jest za małe, a i właściwie to czemu nie gotuje własnej córce tylko biorę słoiki. I nie odpowiem jak dawna Jadzia, bo mi nie wypada. Zauważyłam, że bardzo wiele OBCYCH osób daje sobie prawo do bezpośrednich krytycznych uwag. Często podważając autorytet rodzica. „Uspokój się Jadziu, to z troski”. To się nie troszcz, proszę. Robisz to źle.

Po nadmorskich klimatach przemieszczamy się wewnątrz półwyspu po drodze zahaczając boskie Bacalar. Nie spodziewałam się, że iście karaibski klimat przyjdzie nam przeżyć nad JEZIOREM.

Chcesz aby Twoje sflaczałe ciało prezentowało się lepiej? Weź najcięższe dziecko jakie jesteś w stanie unieść i podnieś je jak na obrazku. Nie masz dziecka? Nic straconego. Idź do Leroy Merlin po worek z klejem do glazury. Efekt Cię zaskoczy.

Jedna z prywatnych plaż. Płatna, ale jakieś symboliczne 5zł.

Nie mogę się napatrzeć na ten kolor wody.

Ze względu na pomosty i nasz cały majdan ciężko nam było zrobić sobie wspólne zdjęcie. Na pewno nie wyszlibyśmy na nim tak szykownie jak Panowie w kapeluszach.

Miejsce to nie jest jeszcze popularne, dzięki czemu ceny są niższe i ludzie mniej zmanierowani. W ogóle ciekawe jest to, że najczęściej bratamy się z Niemcami, których to język rozbrzmiewa najczęściej na Jukatanie. Nasi sąsiedzi z noclegu – podobnie do nas – zrobili sobie 3 miesięczne wakacje, zaczynając od Kuby. Podobne mieliśmy też wnioski na temat tego kraju. Swoją drogą parę dni temu aż 10% Kubaczyków zagłosowało przeciw nowej konstytucji. Komentatorzy podkreślają, że to fenomen i może oznaczać początek zmian.

Wycieczka do pobliskiego Los Rapidos, czyli rzeki, którą zasila cudowne jezioro.

Tą rzeką można spłynąć w kapoku. Bardzo żałuję, że nie mogliśmy tego zrobić.

Michał jest najmądrzejszym mężczyzną jakiego znam i zarazem najgłupszym chłopcem. Plecy po skokach z trampoliny.

Woda choć chłodniejsza niż w jeziorze to nadal bardzo przyjemna. Do tego masujący nurt i można żyć.

Często obserwujemy ludzi i próbujemy zgadnąć ich narodowość. Razu pewnego siedzieliśmy w restauracji gdy weszła do niej rodzina jak z kalifornijskiego obrazka, rodzice z 4 dzieci w tym ojciec trzymający ukulele. Wszyscy posiadali piękne, długie blond włosy. Okazało się, że to Polacy, którzy od czterech miesięcy żyją sobie w Meksyku. Wysłali dzieci do szkoły i oczy nachodzą im łzami na myśl o powrocie. Później spotkaliśmy wszystkich o 22.00 na mieście. My oczywiście ze śpiącym dzieckiem, ich pociechy w najlepsze jadły sobie lody. Place zabaw na głównym placu również pełne. Normalnie patologia 😉.

U nas też patola. Tequila o 10.00. Jak się karmi w nocy to takie są możliwości 😉.

Opuszczając wybrzeże mamy nadzieję zobaczyć Meksyk bardziej autentyczny. Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy w najbezpieczniejszym i najbardziej turystycznym rejonie, który niewiele ma wspólnego z resztą kraju. Nie mniej jednak na mocniejszą eksplorację pozwolimy sobie gdy a) wyślemy Karzełka na obóz, bądź b) będzie umiał wystarczająco szybko biegać i przestanie ładować kamienie do gęby. Póki co Xpujil i Campache muszą wystarczyć.

Siła Em wyprzedza jej umysł przez co jej dla siebie zagrożeniem. Także pracujemy nad tym.

W Polsce myśleliśmy, że przymusowy  postój w Xpujil nie da nam wizualnych przyjemności. Będąc na miejscu mieliśmy wrażenie, że ostatni turysta z Europy był tam w 1992. Na ruinach, które skradły moje serce byliśmy z jedną meksykańską rodziną. Dużo prościej jest poczuć magię Majów, gdy nie mija Cię stado bici taxi i nikt nie sprzedaje chrupków.

Ten teren archeologiczny został odkryty dopiero 100 lat temu.

Jednak najbardziej emocjonujący okazał się wieczór. Zamówiliśmy jakiś przeciętny nocleg, ale ponieważ Pani miała posprzątany swój flagowy apartament to nam go podarowała. Zachwytów nie było końca, przestronny z umywalką na blacie w sypialni, och, ach. Do czasu…. Leżę sobie karmiąc Ząbka. Nagle Michał w popłochu zaczyna kręcić się po pokoju widzę, że coś się dzieje. Nerwowo bierze sandała w rękę, myślę sobie – pewnie jakaś osa czy inny dziad. Chciałabym. Przez odpływ luksusowej umywalki do pokoju władował nam się pająk wielości męskiej pięści. Michał zeznał, że to jakaś tarantula. Po przekopaniu internetu doszliśmy do wniosku, że to meksykańska odmiana na szczęście nie jadowita. Ale jakoś tak odpływ zostawiliśmy zamknięty. Żartowałam z Michała, że może spać z Krasnalem w namiociku, bo widziałam, że jest lekko spanikowany. Strach jednak przepędziła proza życia. Em ząbkuje więc przespałam jakieś 3-4 godziny. Emson gryzie i rozrywa absolutnie wszystko. Biedny byłby pająk, który wpadłby w jej ręce 😉.

Pozostałość po nodze pająka.

Ja ledwo żyje, Miś w pełnej gotowości bojowej.

Kompletnie bez sił wsiedliśmy do samochodu. Przed nami 4 godziny samej jazdy do Campeche. Mamy swoje auto, więc w teorii możemy robić postoje gdzie chcemy. W praktyce w cieniu jest 35 stopni( i to są NAJZIMNIEJSZE miesiące. Meksykanie twierdzą, że woda jest zimna. ???. ), także nie jest to takie proste. Stała się rzecz dziwna, bo Ząbek bez problemu siedzi w foteliku i pięknie się bawi, ale kompletnie nie potrafi w nim usnąć. To jest absolutnie odwrotna sytuacja niż przed wyjazdem. Dlatego postoje robimy jak jest śpiąca. Ponoszę ją w nosidle, idzie spać i jedziemy dalej. Dlatego szkoda moim zdaniem czasu na planowanie „Acha wtedy ma drzemkę, odwiedzimy to i to”, „Wtedy jest aktywna, posiedzimy tu i tu”. Zmienia się to bardzo dynamicznie. Miesiąc temu chwiejnie chodziła za ręce, ale przynajmniej w naszym kierunku. Aktualnie puszcza się rąk w losowym momencie i łazie nasz Kaszojad tam gdzie najbardziej nie chcielibyśmy żeby poszła.

A propos zamiany przyzwyczajeń. Wózek sklepowy to top 10 dla Em. Także codziennie staramy jej się zapewnić rundkę po hipermarkecie.

W Campeche jak się okazało mieszkamy w bardzo luksusowej dzielnicy, w której to oprócz nas pomieszkuje senator. Z tego powodu wjazdu na teren osiedla pilnuje Policja. Pierwszego dnia wpuszczały nas troszkę grubcie w mundurach, więc myślałam, że taka praca na zesłaniu. Rankiem dnia następnego stała ekipa uzbrojona jak grupa antyterrorystyczna, także czuliśmy się doopiekowani. Dziwiliśmy się tylko po co właściciele takiej chawiry wynajmują pokój za 20 dolarów. Przed ich domem stała flota samochódów, za którą możnaby kupić pół Knurowa. Bardzo pogodna właścicielka przy śniadaniu opowiedziała nam, że pokoi mają w sumie 15, do tego dwa domy. Do Campeche uciekli z Mexico City, bo tam tłoczno, niebezpiecznie i głośno. 22 miliony osób na tak małej powierzchni to musi być coś. W zamian jednak musieli się zasymilować ze zwierzętami. Tu iguana zechce posiedzieć w dużym pokoju, tam nietoperz zawiśnie na karniszu. Nasza opowieść o pająku nie zrobiła więc na Pani żadnego wrażenia. W zasadzie to dobra wiadomość – jak lokales się nie boi to i ja nie mam czego.

Co do tego miasta nie miałam żadnych oczekiwań. Jakoś na tym wyjeździe to na co bardzo liczę kuleje, a niedocenione punkty są strzałem w dziesiątkę. Stare miasto było kolorowe, nietłoczne i bardzo małe. Miś za rączkę przeszedł je wzdłuż i wszerz praktycznie sam. Miało też na swojej mapie kilka punktów do odwiedzenia. Co prawda nie były to atrakcje, które zmieniły moje życie, ale ciekawie wypełniły nam dzień. Do tego dzięki ułożeniu budynków prawie zawsze był cień, także mimo skwaru poruszaliśmy się z wielką przyjemnością. Do tego turystyczne knajpy, w których jak już wiemy, serwują najlepsze meksykańskie jedzenie – taki zonk. Przed nami droga do Homun. Wieś zabita dechami to fakt, ale ma to być nasz wymarzony punkt wypadowy na liczne atrakcje.

Spacer w pięknej scenerii. Od razu szama przy okazji.

Tak sobie pomieszkiwali w XVI w. Kolorowo a z gustem.

Jedna z większych kamienicy na miejscu. Większość to parterowe domki.

Król życia.

Zawsze wydawało mi się, że jestem pewna siebie. Niestety macierzyństwo okazało się stąpaniem po cienkim lodzie i od początku wiedziałam jedynie tyle, że nic nie wiem. A czym więcej chciałam się dowiedzieć tym było gorzej. Generalnie zjazd hormonów powodował, że wszystko czego potrzebowałam to poklepania po plecach zamiast trucia. Tutaj tłumaczenie co się stało Emi w czoło, odpowiadanie czy karmię albo udzielanie informacji o tym ile mam dzieci mnie nie frustruje. Może dlatego, że jestem na wakacjach. A może dlatego, że jednak od Meksykanów (mają w twarzach coś azjatyckiego, więc nigdy nie wiem z kim mam doczynienia) bije jakieś naturalne ciepło i szczerość. Nikt nie warczy jak blokujemy chodnik. Dziennie przystaje przy nas z 15 osób. Em została nawet pobłogosławiona przez tutejszego księdza. Jak ktoś zagląda do wózka to po to żeby powiedzieć „o jakie piękne dziecko!”. Zamiast „nie duszno jej?”. Nie czuję, że ktoś mnie ocenia. Nikt nie puknął się w głowę gdy mówiliśmy, że jesteśmy w dłuższej podróży. Na dobre wyzbyłam się też odruchu tłumaczenia się z tej decyzji.

Em dostała od nowych kolegów pistolet na wodę. Wyszło to od nich, a nie mamy. Fajny to był obrazek.

Jak masz mamę w towarzystwie to powiedz jej, że sobie świetnie radzi. Tutaj kadr z książeczki dla dzieci. Wskaż jedyną osobę, która nie je. I tę, która ma najlepszą szamę.

Share: