Nie rozmawialiśmy od tygodnia. Wcale nie z powodu cichych dni. Po przeprowadzce mieliśmy tyle “przygód” do ponaprawiania w nowym domu, że cały czas byliśmy w trybie zadaniowym. O żadnym rytmie nie było mowy, często padaliśmy razem z dziewczynami o 23.00. Gdy zepsuły się drzwi antywłamaniowe i musiałam z małą Julka na rękach ogarniać włamywacza na już to pomyślałam sobie, że nigdy w życiu nie potrzebowałam wakacji bardziej. I chyba też nigdy mocniej na nie nie zasłużyłam.

Dlaczego kamper? Bo potrzebujemy przygody, a jesteśmy zbyt mało wprawieni na zmianę noclegów dzień w dzień z taką ilością majdanu. Nie znamy też za bardzo Julki i jej możliwości. Jesteśmy jednak tak wyposzczeni, że siedzenie na dupie odpada.
Dlaczego Szwajcaria? Bo do Norwegii za daleko i za zimno. Poza tym nigdy tam nie byliśmy.

Wyznanie Michała przy śniadaniu: Gdybym był samotną matka to pierwsze co bym zrobił to oddał ojcu dzieci na tydzień. I chodziłbym na randki żeby natychmiast kogoś znaleźć.

Przy jednym małym dziecku realizujesz jakieś milion próśb na godzinę, przy dwóch dochodzi do synergii i zamiast 2 milionów są trzy. Kamper daje tę przewagę, że wszystko jest pod ręką. Jedzenie, nocnik, ubranka, cokolwiek potrzebujesz żeby przeżyć. W kamperze jednak tak jak i w domu nie ma trzeciego dorosłego, który przydałby się najbardziej. I nie mam tutaj na myśli kochanki w szafie- co by była jasność Michaszke.

Kąpiele na zewnątrz niezależnie od pogody. Chciałabym powiedzieć, że to świetnie hartuje- Emilia po 4 dniach w przedszkolu wróciła chora, a nie po 2. Ha! W każdym razie wygodna opcja, bo unieruchamia dziecko na jakiś czas, dodatkowo można połączyć z kolacją. Win win.

Narodziny dziecka są w stanie położyć nie jeden związek. Rady typu zrobicie sobie dziecko żeby uratować małżeństwo to czyste żarty. Smiechłam nie raz nie dwa.
Mając drugie dziecko, jeszcze bezbronne aczkolwiek wymagające zwyczajnie czasu i intensywną do granic możliwości 3 latkę widzę w Michale jedynie sojusznika, strategicznego partnera i koalicjanta 😃. Nie wiem co musiałoby się stać żebyśmy przestali grać do jednej bramki. Cel długofalowy: wychować szczęśliwe kobiety przekonane o swojej wartości szczęśliwie odnajdujące się w świecie, cel krótkodystansowy: żeby poszły spać wieczorem możliwie najszybciej.

Każdy z nas spał z jedną z córek, ale rano zawsze był zlot 🙂

Przyznam bez bicia, że z powodu ilość zdań wiedziałam jedynie, że jedziemy do Szwajcarii przez Niemcy. Chcieliśmy mniej więcej odtworzyć trasę z Motorhome [https://www.motorhome.pl/kamperem-do-szwajcarii/] . Gdyby ktoś chciał informacje w pigułce bez moich kwiecistych opisów to Michał planuje zamieścić naszą tabelkę ze wszystkimi szczegółami dot. miejsc w których spaliśmy i przez które jechaliśmy. Przez pierwsze trzy noclegi mocno podjarani układaliśmy rutynę podróży raczej z sukcesami. Trasę podzieliliśmy na minimalne odcinki gdyż 4h to max, który potrafiliśmy osiągnąć unikając ryku jednej czy drugiej córki. Najbardziej optymalnie jednak było się przemieszczać około 2h dziennie z przerwą na atrakcje po środku. Z Emilia sprawa jest łatwa, bo w ostateczności wyciągnę piosenki lub bajkę i kupię cenny czas. Z Julką sprawa jest bardziej skomplikowana, ale po paru dniach poznaliśmy jej rytm i szło gładko. Zresztą gdy dojeżdżaliśmy do campingu i witając się z gąską Pan poinformował nas, że miejsc brak przeczuwaliśmy, że skończy się to buntem na pokładzie. Ale ponieważ ktoś czuwa nad zdrowiem psychicznym tej rodziny to Emilia postanowiła uciąć sobie drzemkę, a Julia dodatkową trasę patrzyła sobie będąc rozczulająco wyrozumiałą. Żeby była jasność to gdy dojechaliśmy był absolutny dym ♥️.

Budziszyn to pierwsze na naszej trasie miasteczko do zwiedzania. Niewielka starówka, przyjemna dla oka i dla rozprostowania kości podczas podróży.

Po dwóch godzinach spacerowania Emilia poprosiła o zmianę miasta, bo jej już nudno. Córeczka tatusia w każdym calu.

Julia zdawała się nie doceniać brukowych uliczek gdyż ceni sobie minimalną ilość ruchów. Jednak jak to ona, wsadzili mnie do wózka no to jadę, co będę narzekać.

Początkowo mieliśmy w planie Legoland, który ze względu na potencjalną porę dojazdu zmieniliśmy na Park z Playmobile. Tylko, że przez covid vibovit nie dało się kupić biletów tego samego dnia. Skończyło się na alternatywnie w postaci minigolfa.

Ostatni postój przed Szwajcarią. Emilia próbuje nawiązać kontakt z rówieśnikiem. Wieczorem przyznaje mi, że po niemiecku zna tylko jedno słowo choć aktualnie go nie pamięta. I, że chciałaby się uczyć niemieckiego w przedszkolu jako że angielski i francuski już zna.

Zaczyna kropić, a dziewczyny już śpią. Michał więc przygarbiony szlifuje swój plan na kolejne dni.

I pięćdziesiąta wizyta w Zoo w tym roku. Muszę w ogóle zapytać Emilię czy ona lubi zwierzęta, bo może łazimy tam bez celu.

Gdy tylko wjechaliśmy do Szwajcarii z każdym kilometrem było tylko piękniej. Mieliśmy w planie zjechanie jej południowej części i zapuszczanie się w boczne drogi nagradzało nas widokami nie do opisania. Wysokie góry, malowniczo położone campingi powodowały, że nawet składając stół i krzesła mimochodem oko napawało się pięknem, takim namacalnym. Dodatkowo wszelkie punkty wycieczki były osiągalne autem, więc nasz dzień często sprowadzał się do pikniku w otoczeniu panoramy na mount Blanc czy lodowiec Glacier de Moiry. Popołudniu dojeżdżaliśmy na camping i w zależności od formy dziewczyn, albo na spokojnie rozkładaliśmy obozowisko i szliśmy na basen( który zawsze był za zimny) i plac zabaw, albo nerwowo bujaliśmy Julie i próbowaliśmy okiełznać Emilię. Początkowo częściej to drugie :).

Postój w Szafuzie. Nasze zdjęcia nie oddają jak wielki to był wodospad. I to w centrum miasta. Bardzo dużo ludzi, ale dobra miejscówka żeby nacieszyć oko i spędzić ze 2h. Emilia wyznała mi, że jej marzeniem jest podpłynąć statkiem pod wodospad. Dzięki Bogu cena biletu nie zwalała z nóg. Ja się bałam, ona wystawiała buzię do bryzy.

Spacer w okół parkingu.

Biegnie krasnolud.

Góry WOW. Tato, a pobawimy się w lekarza?

Gdzie się nie obrócisz to jest dobrze.

Gdy dzieci padły( w przedziale od 20 do 22) mamy w końcu czas dla siebie. Można po obiedzie pomyć, cycka odciągnąć, wysikać się. Ranki są dla nas zaskakująco przyjemne. Śpimy mniej więcej do 8.00 i po śniadaniu dziewczyny zajmują się sobą ( serio) a my się pakujemy i przygotowujemy wszytko do podróży. Później ja idę z Emi i Julka na plac zabaw, a Michaszke idzie uzupełnić wodę w camperze, spuścić ścieki. W zależności od tego czy zgubi klucze, obleje się zawartością toalety chemicznej trwa to dłużej lub krócej, ale zawsze kończy się sukcesem. I oto w pigułce nasza codzienność.

Zachwycająca malowniczość tych campingów.

Taką mobilność lubię najbardziej. Gdy odwrócę wzrok od bąbli to jest na co patrzeć.

Taki o parking pod lodowcem.

Na tym campingu nie było spektakularnych widoków, ale mieliśmy miejsce obok mini zoo:)

Głównym punktem programu była Szwajcaria. Fakt. Ale gdy prognozy pogody przewidywały ochłodzenie i deszcz uciekliśmy do Włoch. Zrobiliśmy sobie nawet 2 dniowy postój w miejscówce typowej pod dzieci. Zaskakujące jak dzień jest długi jak nic nie trzeba robić. Żeńska część ekipy bardzo tego potrzebowała. Michaszke cierpiał, ale zniósł z godnością. Emilia bardzo potrzebuje towarzystwa w swoim wieku. Nie wiedzieliśmy, że aż tak. Wybraliśmy, więc miejsce z milionem udogodnień z przedszkolem włącznie. Bariera językowa jednak nie pozwala jej na taką zabawę jakby chciała. Co jakiś czas zagaduje kiedy będzie mogła wrócić do swojego przedszkola, lub spotkać się ze swoimi przyjaciółmi. Jest to dla nas jasny sygnał, że powtórka z rozrywki w postaci 3 miesięcznego wyjazdu póki co nie wchodzi w grę. Także drodzy rodzice jak się zastanawiacie kiedy to najlepiej ruszyć w podróż gdy największym problemem dziecka jest puszczenie bąka.

Żeby wakacje dla wszystkich były wakacjami. Nawet na mnie ten plac zabaw robił wrażenie.

Emilia umorusana po całym dniu szaleństw.

Było 15 stopni. Uparła się, że spróbuje, bo wakacje to baseny.

Tutaj też determinacji wystarczyło jedynie żeby zamoczyć nogi:D dla mnie szacun, że się w ogóle rozebrała. Zwracam uwagę na góry w tle.

Tak,  o Julię też dbaliśmy 😀

Wakacyjny dzień jak na Pławniowicach.

Juluńcia najmniejsza. Jak to mówi Emilia “kocham Cię najmocniej w życiu”.

I ekipa co na kocu nie usiedzi.

Zaliczyliśmy też Gardalandię, w której byliśmy z Michałem10 lat temu. Dalej robiła na nas takie samo pozytywne wrażenie. Za nami też pierwsze mini rollercoastery z Em na pewno będzie towarzysz do tego typu rozrywek.

Siedzieliśmy w wesołym miasteczku cały dzień. Ponieważ byliśmy tam pieszo Emilia usnęła… w gondolce Julki:)

Doba ma tylko 24h, na bieżąco wprowadzamy optymalizacje. Wydaje się, że krótsze i rzadsze picie to mała oszczędność czasu, ale pomyśl, że ograniczasz sikanie, a to już cenne minuty. A teraz wyobraź sobie, że mniej jesz. A) nie kupujesz, b) nie pomywasz c) odpadają dwójki. Błahostka to np. mycie co drugi dzień. Michaszke jednak jest geniuszem, bo w ciuchach usnął i rano już był ubrany! Ha! Nasuwa się pytanie czy to dalej są wakacje. I tu wszystko zależy od oczekiwań. Cóż nie da się ani wyspać ani najeść ani umyć na zapas, więc łatwo się z tego rezygnuje. Nadrobimy to w niedzielę przed pracą i voila.

Oczy z orbit wypadają. I jest tam oprócz Ciebie 5 osób na horyzoncie.

 

Niby byliśmy przygotowani żeby iść na jakiś trek, ale nie mieliśmy kompletnie ciśnienia. Braliśmy nasz pojazd i jechaliśmy ile się dało. Michaszke nawet butów nie przebierał:D.

Zachwyt dziecka górami i widokami trwał 5 sekund. Ale robienie błotka jak świnka Pepa to zupełnie inna para kaloszy.

Zdobywcy poszli zdobywać.

A gdy zgłodnieliśmy powrót do “domku”. Mieliśmy z 15 słoików z Michy i codziennie serowaliśmy sobie całkiem przyzwoity obiad.

Szwajcaria zadziwia tym, że tak piękne miejsca są nieoblegane, dziko puste. Albo widzieliśmy jakieś najsłabsze punkty. Nie wiem. Ze względu na to, że nasze atrakcje są raczej w otoczeniu natury i campingów to nie widać bogactwa, którego się spodziewałam. Same campingi są też raczej zwykłe, we Włoszech dużo większy przepych😀. Jest drogo. Koszmarnie. To nasz pierwszy w życiu kraj, w którym nie zjedliśmy niczego w restauracji.

Spacerki po okolicy.

Bardzo luksusowe wybrzeże. Nie czuje się najlepiej w takich miejscach. W szczególności w połamanych okularach sklejonych taśmą.

Jak się podróżuje z dwójką? Cóż wampirem energetycznym póki co jest Emilka. Julia jest bobasem tak mało wymagającym, że ja osobiście nie mogę w to uwierzyć. To dziecko nawet kupy robi raz na tydzień. Na codzien i tak z Michałem spędzaliśmy czas razem, więc teraz tylko każdy ma zajęte ręce. Faktem jest też, że jak zostaje z jedną z nich to są to dla mnie już wakacje. Zresztą to jest obserwacja już z Gliwic. Przy Emilce byłam wkurzona jak Michał wracał z pracy 16.25 zamiast 16.15. Teraz nie spoglądam nerwowo na zegarek, bo obecność całej 4 w domu to raczej chaos 😁😁😁. Chaos to piękne słowo.

Leżę teraz na kocu, Julka śpi. Wózkiem wyżej nie wjadę, więc siłą rzeczy muszę zwolnić. Michał i Emilka pobiegli wejść wyżej, bo przecież nie usiedzą. Ale mam ogromne szczęście. Wspaniałego męża, cudowne córki, zdrowie i możliwości żeby leżeć na tym kocu . To nic, że bez fryzury, trochę niewyspana z połamanymi okularami. To jest bardzo niska cena za to żeby czuć się jak w raju.

Share: