Na blogu od września była praktycznie cisza. To, że świat podróży zmienił się nie do poznania nikomu tłumaczyć nie trzeba. My dołożyliśmy sobie do tego powiększenie rodziny i zakup domu. Tak żeby nudy nie było. I nie ma. Na blogu cisza w głowie raczej hałas. Pomylenie z poplątaniem nawet nie wiadomo od czego zacząć.

Huśtawka emocji to chyba najlepsze określenie stanu, w którym się znajduje od dłuższego czasu. I myślę, że większość tak ma. Czasami nasze sinusoidy się nakładają z przyjaciółmi i zgodnie narzekamy na to jak jest. Najczęściej się rozjeżdżają i jakoś jeden drugiego ciągnie za uszy, że będzie dobrze. I te relacje tak naprawdę pozwoliły nie zwariować. Bardzo utrudnione jest zmienianie miejsca, więc intensywnie czas wypełniają ludzie. Najchętniej pokłoniłabym się w pas w kierunku tych, którzy na co dzień uświadamiają mi, że to co najważniejsze jest blisko. Ale tego nie zrobię, bo jak się zginam to mój brzuch blokuje mi dostęp powietrza. W każdym razie bardzo mocno Was doceniam.

Gdy świat zamknięty człowiek myśli sobie, że łatwiej byłoby przetrwać w bez dzieci. Miażdżyć seriale, czytać książki, zająć się sobą. Z drugiej strony mając na pokładzie prawie 3 latkę okazuje się, że to co daje Ci największe jak dotychczas szczęście tupta w środku nocy i radośnie wita dzień każdego ranka. Żeby była jasność czułabym się o wiele wspanialej gdyby oblepione niedomytym piaskiem tuptało na innym kontynencie. Ale dzięki temu, że jesteśmy w trójkę i robimy wszystko żeby ten czas nie był stracony to wierzę w to, że nie jest.

Po długiej jak szlag zimie obsesyjnie czekamy na ciepłe lato. O ironio jedyne ciepłe dni przesiedzieliśmy na kwarantannie. Wiosnę zjadła zima, jak wody potrzebujemy dobrej pogody. Trudno było korzystać z uroków zimy gdy nie masz gdzie się nawet zagrzać i napić ciepłej herbaty. Albo prozaiczne sprawy typu siku kończy się rozbieraniem dziecka prawie do naga na dworze żeby się załatwiło pod krzakiem. Potrzeba sporo determinacji żeby wychodzić z domu. Zastanawiam się ile takiej energii człowiek w sobie magazynuje i kiedy się kończy czy zmienia się w domatora?

Z drugiej strony przyziemność moich rozmyślań podkreśla ogromne szczęście jakie mam. Podczas tego całego czasu nikt z moich bliskich nie przechorował Covid na tyle żeby było to jakimś zagrożeniem, nie chorował też na inne choroby, które aktualnie są bagatelizowane. Niespecjalnie zmieniła się też sytuacja materialna wśród najbliższego kręgu, więc mogę w spokoju martwić się pogodą.

Chciałabym zostawić też ślad, wspomnienie po tym co dzieje się aktualnie w Polsce. Mając na świecie córkę i drugą w drodze z przerażeniem przyglądam się temu jaką rolę dla kobiety upatrzyli sobie miłościwie panujący. Bardzo jest dla mnie dotkliwe jak wszechwiedzący, nietolerancyjni, małostkowi i kompletnie oderwani od rzeczywistości są Ci, którzy decydują o tym gdzie i jak żyjemy. Wstyd mi jest w zasadzie.
Mam nadzieję, że za niedługo to poczucie zażenowania będzie jedynie spisane w tym poście #samozycie, chociaż czytając dziennie różne komentarze dot. aktualnej sytuacji mam wrażenie, że jesteśmy jednym z najgłupszych narodów świata. Ekspertów we wszystkim, bez autorytetów, a jak już “z” to już chyba lepiej żeby ich nie mieć. Już to trochę przepracowałam i emocje są mniejsze licząc na to, że czas jest moim sprzymierzeńcem.

Zrobiło się negatywnie, a tak naprawdę nie jest. I to jest ten huk w głowie właśnie.

W lipcu zaczynamy życie we czwórkę. Michałke zostanie totalnie zdominowany przez kobiety co nie powiem bardzo mnie cieszy, bo uważam, że z córeczkami będzie mu do twarzy. Patrząc na niego myślę sobie, że gdybym miała choć w połowie takiego tatę jakim jest Michał dla Emi nie miałabym takiego życiowego przeświadczenia, że muszę sobie sama dać ze wszystkim radę.

Emilka przestaje być bebą, na szczęście druga jest już “prawie gotowa”, więc nie będzie trzeba zmieniać logotypu. A mówiąc całkiem serio to jesteśmy tak spragnieni świata, że jestem przekonana, że w 4 ruszymy przed siebie jak tylko to będzie możliwe. Wiem też, że będzie to ekstremalne (dla mnie to słowo zawiera w sobie oprócz radości ogromny wysiłek) i dokładnie takich uczuć jesteśmy spragnieni.


Do Emilki,

Ciocia Justyna twierdzi, że na drugie imię Ci konsekwencja. Wujek Wojtek patrząc na Twoją determinację stwierdził, że nie rozwijanie sportowego zacięcia byłoby stratą. Mam wrażenie córeczko, że zebrałaś ode mnie i od taty najsilniejsze cechy naszych charakterów, podkręciłaś je jeszcze i oto jesteś. Nasze mieszkanko na Daszynie przepełnione jest skokami po łóżku ” zabawa w nos do lampy”, scenkami lalek odgrywanymi po stokroć, w których powtarzasz w zabawie to co próbujemy Ci z tatą przekazać. Słychać też złość i uparte tupanie stopami gdy coś idzie nie po Twojej myśli. Rozmowy i szukanie argumentów przy czym dla mojego poszatkowanego ciążą umysłu przekonanie Cię do moich racji bywa wyzwaniem ( ciężko się żyje zapominając słów typu: koń i krzesło). Gdy patrzę na Twój profil, piękny nosek, skupione oczy, okrągłe jak mamusia policzki czuje tak niesamowitą miłość, że jest mi po ludzku przyjemnie. To czego pragnęłabym najbardziej to żebyś z czasem gdy twe rysy twarzy będą się zmieniać zawsze mogła znaleźć we mnie wsparcie. Adekwatne do sytuacji, w której będziesz się znajdować. I jakbym kiedykolwiek o tym zapomniała to proszę mi o tym przypomnij.

Share: