Znajdź wspólny mianownik. Nepal tuż po trzęsieniu ziemi, Tajlandia krótko po śmierci króla, Pieniny na początku Covidu? Zauważalnie mniejsza ilość turystów. Wspaniała pustka. Jedliśmy obiad na ogródku popularnej restauracji. Byliśmy jednym z dwóch stolików. W sezonie 170 miejsc siedzących i wszystkie zajęte. Swoją drogą właścicielu drogi, spróbuj kiedyś nie zalewać tych placków ziemniaczanych sosem, polej obok to będą chrupiące.

Dzieci, trawa kozy. Mimo tego, że tylko jedna buzia odwrócona to zapewniam, że na zdjęciu są 4 uśmiechy.

Zarośnięci i wypuszczeni na wolność.

Maj dał nowe możliwości choć trzeba przyznać, że dalekie od naszych pierwotnych planów. Ale możliwość pracy zdalnej Michała i moje chwilowe bezrobocie dało nam pole do manewru. Tylko jeżdżenie autem ma jedną wadę. Można wziąć nieograniczoną ilość gratów. Pakowanie na tydzień sprowadza się do małej przeprowadzki, a na myśl o rozpakowywaniu najchętniej zgłosiłbym się do izolatki( chwila.. teraz to nawet nie jest trudne).

Grywałd. Zapamiętanie nazwy tej miejscowości zajęło mi 2 dni. Praktycznie od 3 miesięcy siedzę na opiece nad dzieckiem i moje zdolności do zapamiętywania, kojarzenia faktów i koncentracji są w proszku. Za miesiąc mam zacząć nową pracę, mam nadzieję, że mój umysł będzie w stanie zapamiętać dłuższy proces od przygotowania kaszki manny. Aktualnie stan rodziny Emilia opisuje jednym zdaniem: tata pracuje i jest silny, a mama nie. Przyjmuje to ze spokojem, przypomnę jej to jak będzie się urlopować ze swoim bąbelkiem. ALE ALE!  Muszę to zapisać żeby nie zginęło. Oceniam te 3 miesiące jako wspaniałe. Gdyby tak wyglądał pierwszy rok to już byłabym w kolejnej ciąży. W każdym razie za nami dwie odwołane wymarzone podróże i potrzebowaliśmy wyjazdu gdziekolwiek. Zaczęliśmy planować cokolwiek jak nie było wiadomo co właściciel naszego losu tj. wysłannik miłościwego kaczego Pana ogłosi w związku z śmiercionośnym wirusem. Wybraliśmy więc opcje osobnego domku z własnym placem zabaw w towarzystwie najbliższej rodziny. Kluczem miało być widowiskowe położenie. Pieniny, widok na Tatry.

Pierwszego dnia chodziliśmy z dwieście metrów w każdą stronę od naszego domu. Wszędzie było pięknie i wszędzie zwierzęta.

Michał spełnia się jako ulubiony wujo. To już przeszłość. Teraz każda ciocia to Jagoda. Wstawiłam Ci to zdjęcie Michał żebyś miał.

Mogłabym patrzeć godzinami.

Musicie mi uwierzyć na słowo, że ja jestem z nimi na tych wycieczkach.

Jaka była pogoda w maju każdy wie. O dziwo cały tydzień trzymało nas się słońce co tylko dodawało uroku. Nie miałam pojęcia, że okolicy Szczawnicy to wręcz wymarzona miejscówka dla tych co na góry lubią patrzeć, ale niekoniecznie po nich chodzić. Lub dla tych, których dystans ogranicza się do tego na ile chce tuptać Tuptak lub gdzie da się wjechać wózkiem ( w określeniu „da się” przenieśliśmy się w nowy wymiar). Jest w internecie sporo informacji na temat tego co w okolicy z dziećmi robić warto. Dorzucę swoje 3 grosze z perspektywy rodzica 2 letniego chodzącego dyskutanta.

1. Palenica. Jeżeli nie jesteś chory na umysł, a Twoje dziecko nie chodzi mniej więcej 1h ciągiem to wjedź na górę jak człowiek kolejką. Na miłość boską. Ale 😂. Da się wjechać wózkiem trasą niebieską z lewej strony góry stojąc twarzą do szczytu (narciarską). Jest stroma na tyle, że pchaliśmy wózek we dwoje- Em zawsze w momentach kryzysowych idzie w kimę. Ba. Da się nawet zjechać ( pustym wózkiem) trasą żółtą. Muszę otwarcie przyznać, że Michał mi imponuje swoją siłą i równowagą. Za każdym razem sobie myślę, teraz chyba się nie uda, ale póki co zawsze się udawało. Także polecam jeżeli macie pod ręką a) Michała, b) nasz niezniszczalny wózko-czołg (Tfk Joggster Adventure ♥️♥️♥️). Bez względu na sposób dotarcia widok taki sam. I jest zjeżdżalnia grawitacyjna, można pozjeżdzać parę razy podszeptując dziecku, że to ono chce jeszcze raz.

Początki wpychania. Jeszcze miałam wolne ręce żeby robić zdjęcia.

Nagroda. Widok na szczycie.

2. Wąwóz Homole. W teorii trasa 30min w jedną stronę. Cała wycieczka zajęła nam 3h. Inteligentnie nie zabraliśmy nawet nosidła. Trasa do pokonania na nóżkach, rękach. Oczywiście nie ciągiem, z odpowiednią determinacją głównie rodzica osiągalna bez większych cyrków. Widoki cudne. Jest też alternatywa dla nieprzepadających za chodzeniem, kolejka od strony Jaworek. Przestrzeń na górze robi wrażenie. Do tego owce, krowy. Sielsko anielsko.

Początek trasy obudził wątpliwości czy warto było porzucać wózek.

Jednak warto było.

Przerwa na kabanosa.

I w nagrodę owce, piękne widoki i zamknięta kuchnia w schronisku.

3. Trasa pieszo-rowerowa Szczawnica Czerwony Zamek. Jest miodzio. Podejrzewam, że normalnie czarno od ludzi. Niestety ze względu na zamknięte granice mogliśmy przejść tylko kawałek. Wózkiem/rowerem/ z Flisakiem yes yes yes. Konfiguracja dowolna, ogranicza nas tylko wyobraźnia. Nas niestety ograniczył Kowidek.

Pewnie każdy kto był tu w sezonie puka się w głowę. Tak, nie było nikogo.

4. Jezioro Czorsztyn, zamek i zapora. Zamek jak zamek, jak ktoś jest niewrażliwy, to się nie zachwyci. Ale najważniejszy jest widok. Do zamku oczywiście wózkiem nie wjedziemy, ale jest malusi więc jak tylko Twe dziecię waży jakoś racjonalnie to jesteś w stanie je nieść choćby na rękach. Nad samym jeziorem znajduje się też przystań, w której klimat był istnie…. tajski. Polecam z całego serca. W szczególności warte grzechu jest  pójście tam w trakcie drzemki dzieci. A zapora cóż. My nie umieliśmy na nią wejść choć uczciwie trzeba przyznać, że próbowaliśmy 2 minuty. Później weszliśmy do restauracji, tam się dało dostać bez problemu 😉.

Tatry prezentują się tutaj mniej okazale niż na żywo. Pozostaje się wybrać i zobaczyć samemu.

Wyjdź z Zamku, kieruj się na przystań. Droga biegnie z górki. Nie zniechęcaj się. Wybierz tę drugą przystań. Po drodze mijasz bar, kup piwo. Przyda Ci się na hamaku.

5. Rezerwat Biała Woda. Teoretycznie jest możliwość przejścia trasy dookoła. Niestety w internecie próżno szukać potwierdzenia czy tak rzeczywiście jest. Nasz wpis to światowa premiera. Google niby widzi ścieżkę, ale z jakiś względów nią nie prowadzi. Powiem tak. Google nie robi tego bez przyczyny. Droga zmienia się w strumyk. Strumyk- przejezdny. Końcówka trasy tylko dla ustabilizowanych i pełnych miłości par, ewentualnie silnych nierodzin:). Bez wózka pestka. Jednak sam początek trasy jest bardzo urokliwy, także w połowie kółka można zawrócić.

Trasa przez 90%.

To są te momenty gdy charakter dziecka jest widoczny na pierwszy rzut oka.

Widoczek jako nagroda za nadchodzący spacer po strumieniu.

Początek problemów. Później standardowo nie było czasu na zdjęcia. Michał się jara.

6. Grywałd. Bardzo malowniczo położona wioska. Sporo opcji spacerowych, dużo zwierząt w zasięgu wzroku. Są też atrakcje dla dorosłych, które zaliczyłabym do zagadek a la escape room. Na myśli mam okolicznego staruszka, któremu wiek dał długie życie kosztem dobrej pamięci. Krzyś i Michał w ramach wieczornej rozrywki poszukiwali drogi domu na Koci Zamek, o którym nie słyszał Google za to był jedyną rzeczą jaką Pan pamiętał. Mimo ciemności opisywanej jako „ciemno jak w dupie” bracia odnaleźli Pana dom i odprowadzając go dali sobie tym samym okazję do świętowania.

Spacerniak.

Maszyny rolnicze cz.1.

Podsumowanie następujące. Góry zawsze dają radę bez względu na szerokość geograficzną. Po ostatnich miesiącach zamknięcia większość z nas przypomniała sobie jak wielką radość dają kontakty międzyludzkie i możliwość swobodnego siedzenia na powietrzu. Jak dodasz do tego zimne piwko w ręce i uśmiech bombelków z powodu styropianowego szybowca to masz komplet. Pomogła jeszcze jedna sprawa. Teodor był bardzo cierpliwy i nie przywiązujący uwagi do tego, które zabawki są jego. Najważniejsza była Emi. W przeciwieństwie do naszej Beby, która mam wrażenie ma akt notarialny dla każdego drobiazgu. Teodor odkrył za to słowo „moje” tydzień po powrocie i aktualne spotkania naszych dzieci w niczym nie przypominają wspólnego tarzania się na łące.
Dlatego kilka zdjęć by pożyć wspomnieniami.

Było bardzo dużo miłości. Była też przemoc i różnica zdań. Jako rodzice nauczyliśmy się jednak nie ingerować tak długo, aż nie latają z widłami.

Niech się wybiegają to szybciej padną. Ta.

Każdy rodzic uważa, że jego dziecko jest najsłodsze. Teo jest moim chrześniakiem więc mogę się zachwycać do woli. Wydaje mi się, że takie momenty skutecznie wymazują trudy dzięki czemu na świecie w ogóle są kolejne pokolenia.

Słodycz.

Słodycz i trochę śliny.

Życzę Wam dzieciaki takiej wspaniałej relacji jak będziecie już starymi kozami.

Pragnę podkreślić, że dalej kontynuujemy perfekcyjny styl ubierania z kolekcji „dziecko tu nic do siebie nie pasuje”.

 

Ps. Dla tych, którzy nie wyłączyli widząc niekończące się foty dzieci.
Szczawnica. Można ładnie? Można. Wisło ucz się.

Osobiście przecierałam oczy, że ktoś zaplanował odnowienie elewacji w takim stylu.

Mieliśmy wrażenie, że każdy remont jest spójny… i przez to, że tyle lat mieszkam w Polsce wydało mi się to nienormalne.

Share: