Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że prześpię całą noc. Że wstanę rano i pójdę na rower. Że poprzedni dzień spędzę sielsko na ogródku u przyjaciół to powiedziałabym : przestań mnie pocieszać, nie jestem głupia. To są małe rzeczy. Tylko z pozoru. Nie wracam do życia pomimo małego dziecka. Wracam do życia z towarzyszem. Małym, jeszcze pokracznym, ale rozumnym. Rozczulająco. Ziemniak, który jeszcze niedawno zmienił mnie w nieporadną dziewczynkę, dziś budzi we mnie dumną kobietę. Szczere to jest. Dzieje się.

Rok. Rok temu ledwo otwierała swoje oczy. Dzisiaj potrafi je komuś wydrapać :].

I co z tego, że przejażdżka trwała godzinę? Była! 🙂

Wróciłam do pracy. Myślałam o tym sporo. Miałam wysokie oczekiwania. Odliczałam dni jak dziecko jedzące czekoladki z kalendarza adwentowego. Miało być och i ach. Było ok. Ktoś trochę czekał, trochę nie. Nie chodzi o brak chęci czy zaangażowania. To wszystko gra i jest na miejscu. Work-life balance ma dwie składowe. Z powrotem. Pojawiła się przestrzeń na wybór. Na przemyślenia co daje większą radość. Zaskoczona jestem tym co się dzieje. Znów gdyby mi ktoś powiedział rok temu… Może i mówił, tylko hormonami i zmęczeniem zmącony mózg mnie słuchał. Gdy zamiast szpilek wybierasz niskie buty żeby o minutę być szybciej w żłobku to czujesz, że ten cały wysiłek i czarne dni nie poszły na marne. Zrozpaczona mamo, jeżeli siedzisz nad swoim dzieciem i chcesz sobie strzelić w łeb to tego nie rób. Tato jeżeli wzdychasz do poprzedniego życia… Minie szybciej niż Ci się wydaje. I to nawet nie jest próba pocieszenia tylko fakt. Masz obok siebie namacalny dowód upływu czasu. Jak słusznie zauważyła moja przyjaciółka…  Dzieci rosną szybciej niż włosy na głowie. Trochę śmieszne, trochę straszne.

Tulenie na zawołanie to moja ukochana jej umiejętność.

Szatan w odwiedzinach u koleżki.

Skąd taka jasność w głowie? Widzę jak bardzo podobna jest do nas. Na bank będą z nią przeboje, ale jej energia i otwartość się udziela.
Sposób w jaki ona realizuje mój plan sprawia, że aż mi wstyd, że mam takie szczęście. Adaptacja w żłobku? Łatwizna. Weekend u babci? A matka, jedź! Chcesz posiedzieć u cioci wieczorem? Spoko, rozłóż mi jakąś kołdrę na ziemi to sobie pośpię. Mogłabym sobie przypisywać te zasługi. Że tak chowana, że przyzwyczajona. Sraty pierdaty. ONA taka jest, nawet jeżeli brzmi to jak pieśń dziękczynno-pochwalna.

Emilia w żłobku… ciężko go znosi ;).

Kadr z wakacji u babci.

Jesteśmy w domu prawie dwa miesiące. Trochę nas nosi, objechaliśmy wszystkich wzdłuż i wszerz i planujemy. Z pewnością wkrótce wykombinujemy coś krótkodystansowego… Ale w głowie jest plan. Na powtórkę. Tak by znów być ze sobą z dala od rozpraszaczy, blisko przyrody. Jak raz zaczniesz oddychać pełną piersią to później trudno z tego rezygnować. A może.. wcale nie trzeba?

Przemyślałam to… czas gdzieś się ruszyć.

Ja już spakowana. To co, gdzie, jak???

Share: