Podczas 3 miesięcy zmienialiśmy nocleg 33 razy. Zwiedzaliśmy 4 kraje. W sumie zaliczyliśmy 10 lotów z czego 3 były ponad 8 godzinne. 6 razy zmienialiśmy czas. Trochę nazbierałam myśli. Napiszę od serca czego nauczyło mnie podróżowanie z dzieckiem. Napiszę, bo chce pamiętać i do tego wracać. Podzielę się tym, bo łatwo znaleźć wpis o tym jaki skompletować apteczkę, nie ma za wiele jak przygotować głowę.

Wszyscy sypią na glony,a tymczasem dodają uroku. Napis wydrapany na plaży w Tulum

Brak perfekcji jest w modzie. Wydaje mi się, że ja rozumiem to na opak. „Nieperfekcyjne” mamy wrzucają zdjęcia swoich zasyfionych domów tj. rozrzuconych zabawek na macie (bo jakie mają być???). Oczywiście szybciutko dodają, że gdy mają wybór sprzątać albo bawić się z dzieckiem to wybierają to drugie. To tak jak na rozmowie kwalifikacyjnej na pytanie o wady odpowiadasz : jestem zbyt sumienny i pracowity. Na obiad? A placuszki z ciecierzycy, Staś tak lubi. To jest brak perfekcji?
Bij mnie laciem. Bez bicia mogę powiedzieć, że my do perfekcji dążyliśmy, ale często nie byliśmy nawet blisko.

Oglądanie kur na Kubie.

Czy aktywne podróżowanie z dzieckiem jest dla wszystkich? Ależ oczywiście, że nie. Jeśli ktoś sam niespecjalnie przepadał za częsta zmianą miejsc, to czemu miałby to polubić z dzieckiem? Z niemowlakiem nie jest łatwiej, jest tylko trudniej.
Jeżeli utyrana codziennymi obowiązkami wyobrażasz sobie jak odpoczywasz w cieniu palm to się zwyczajnie rozczarujesz. Chyba, że odpoczywasz z dzieckiem też w domu. Ponoć są takie nieśpieszne niemowlęta, spokojne, cierpliwe i wybaczające zwłokę. Em jest raczej przeciwieństwem powyższego opisu, więc codzienna dodatkowa para rąk była zbawienna.

To z czym się trzeba zmierzyć przed wyjazdem to nie pakowanie, nie organizacja, tylko otoczenie. Jestem zdania, że lepiej tłumaczyć niż się wściekać, choć nie wszystkim wytłumaczyć się da. Na szczęście nas ominęła batalia z dziadkami Emilii, gdyż po prostu zaakceptowali naszą decyzję. Z perspektywy czasu nadrobienie tej nieobecności mojej mamie zajęło dwa dni. Po takim czasie z powodzeniem Em została z babcią z uśmiechem na twarzy. Dzięki internetowi na bieżąco relacjonowaliśmy nasze postępy i prawdę mówiąc rozmawialiśmy chyba częściej niż gdy byliśmy w Gliwicach.

Córeczka tatusia.

Czy coś nas zaskoczyło? Wszystko i nic. Emilia to nasze pierwsze dziecko więc doświadczenie marne i w zasadzie jej zachowania były nowością. Czasami kompletnie nie rozumieliśmy co się dzieje. Na szczęście jest ząbkowanie, na które wszystko można zwalić. Broń Boże nie upierdliwy charakter. Dla nas to przemieszczanie choć czasami męczące nie było jakieś niezwykłe.  Ot codzienność. Po tygodniu w domu stwierdzam, że nie było trudniejsze niż siedzenie na miejscu. Owszem ucieszyliśmy się jak nie wiem gdy wróciliśmy, ale po 3 dniach Em zaczęła się nudzić. I co z tego, że mam kawę w swojej ulubionej szafeczce jak dalej nie mogę się jej na spokojnie napić. Od kiedy wróciliśmy cały czas leje, a Emilia drugi raz jest chora. Ani pełen dobrodziejstwa i cudów cyc, ani nasze luzackie podejście do zaznajamiania się Em z florą bakteryjną, nie ustrzegło jej przed chorobą. Dzieci chorują. Mieliśmy wykupione ubezpieczenie, a ja byłam nastawiona na to, że być może będzie trzeba z niego skorzystać i nie wydawało mi się to takie straszne. Los chciał, że to w Polsce latamy po lekarzach – no i dobra – pewnie jeszcze tak będzie tysiąc razy. Dążę do tego, że lęk przed zachorowaniem nie powinien stać na drodze do spełnienia marzeń. Jednak można zamienić lęk w dobre planowanie. Uważam, że warto wybrać kierunki, które to ryzyko minimalizują. Dla każdego to będzie coś innego. Przykład. Marzyliśmy o Azji – zachęceni tym co tam widzieliśmy. Jest masa rodziców wybierająca ten kontynent na podróż z małym dzieckiem. Analizując jednak za i przeciw nie odważyliśmy się, ba nawet wybraliśmy jeden kraj, w którym już byliśmy. Każdy jest inny i to co jednym wydaje się ekstremalnie ryzykowne dla nas było wariantem ostrożnym. Zresztą powiem szczerze jeszcze jedną rzecz. Mieliśmy odłożoną rezerwę na awaryjny powrót do Polski z każdego miejsca, w którym byliśmy. To dawało nam niesamowity spokój. Jeżeli tylko poczulibyśmy, że to co robimy jest złe, to bez żalu wracamy. Właśnie dlatego, że żyje się raz. Owszem próbujemy, ale kroku wstecz nie rozpatrywałabym jako porażki.

Przeglądając zdjęcia praktycznie 99% to szczęście. Nikt przecież nie wyciąga aparatu gdy dziecko płacze albo jest brzydko. W rzeczywistości oszacowałabym jako 70% czystej przyjemności do 30% orki.

Chyba najczęściej padającym pytaniem po powrocie było czy już odnaleźliśmy się w nowej codzienności. Michał już nie pamięta, że byliśmy na wakacjach. Dla mnie natomiast zmiana jest niewielka. Dalej wszystko kręci się w okół Em, a środowisko w którym to się odbywa… Cóż, to jest tak strasznie drugoplanowe.

Na zdjęciach głównie widać Emi z Michałem – co jest półprawdą. Swoją drogą jednak brak jedzenia był spoko. Chuda jestem na tym zdjęciu. Miesiąc w Polsce i znów dobrobyt w boki wchodzi.

Michał od początku był zaangażowany w opiekę nad małą. Jednak dopiero na wyjeździe zrozumiał jak wiele codziennej pracy to wymaga. Drodzy Panowie weekendzik we dwoje to jest zupełnie inna para kaloszy. Fakt, że Michał przez tak długi czas uczestniczył w opiece nad Em spowodował, że gdy wyjechałam na cały weekend nawet przez myśl mi nie przeszło żeby się denerwować jak sobie poradzą. Każda mama wybiera swoją drogę, jedne spijają każda minutkę z dzieckiem, drugie szukają większej niezależności. Podróżowanie, obcowanie z nowymi ludźmi, smakami, miejscami miało za zadanie pokazanie tej małej istocie jak wiele świat poza mamcią ma do zaoferowania. Oczywiście, że jeszcze długo i całe szczęście będę gdzieś w centrum zainteresowania, ale Krasnal wkroczył w taki wiek, że wystarczy czasem żebym się przesunęła, aby odsłonić jej widok na coś nowego.

A taka słona woda i na słońcu? A jak się zachłyśnie? Tak właśnie. Ja serio uważam, że takie obcowanie z przyrodą jest dużo lepsze niż najpiękniejsza książeczka sensoryczna. Może i zeżarła piach i płakała potem, ale świata nie nauczy się z opowiadań.

Z perspektywy czasu odczuwam dużą satysfakcję z podróży. Nie wiem czy znalazłabym lepszy sposób żeby być ze sobą bardziej. Czuję też radość z tego jak bardzo dobraliśmy się z Michałem. Przez te 3 miesiące nie pokłóciliśmy się ani razu, mogliśmy tam liczyć tylko na siebie i bardzo to szanowaliśmy. I choć robiło na mnie wrażenie jak Em się dostosowuje do każdej sytuacji, to jednak Michał jest dla mnie najjaśniejszym punktem całego przedsięwzięcia. Nie pomyliłam się w gimnazjum wybierając sobie męża. Najciekawsze jest też to, że podczas tych 3 miesięcy to za nim tęskniłam najbardziej. Nie umiem Wam tego wytłumaczyć. Myślę, że każdy rodzic tęskni na swój sposób za chwilami we dwoje. Powrót do Gliwic z powrotem daje tę możliwość. W każdym razie kiedyś przeczytałam, że podróż poślubna powinna się odbywać przed ślubem żeby zweryfikować związek. Wydaje mi się, że gdy wyjedzie się razem w podróż do koła świata i wróci się w tym samym składzie, daje to niemalże stuprocentową pewność, że żaden rozwód w przyszłości się nie wydarzy. Gdy przebywasz poza sferą komfortu i nie masz minuty żeby się schować ze swoimi emocjami to dzieje się w związku bardzo wiele.

Boisz się latać z dzieckiem i na myśl o braku przewijaka pojawia się pot na czole? Zostań w domu. Bo to nie jest gorsza droga. Chcesz polecieć w ciepłe miejsce, czujesz że to może dać Waszej rodzinie więcej niż przebywanie w domu? Leć! Ale nie czuj wyższości nad tymi, którzy z różnych względów postanowili zostać. Wspieraj. Na wszystko co robię czy w podróży czy w domu patrzą małe oczy. One zaczną naśladować, zresztą już to robią. Bardzo bym chciała żeby Milka uczyła się jak wspierać przyjaciół, dodawać skrzydeł, szczerze rozmawiać. Nie z książek, tylko z obserwacji jak rodzice funkcjonują w bandzie cioć i wujków. Nie wystarczy mówić bądź dobra, muszę sama się zachowywać co najmniej przyzwoicie. Bardzo chcę Emilko, żebyś umiała spędzić życie najlepiej jak to możliwe… bo całe jest przed Tobą.

Cytując życzenia dla Em z okazji roczku: „Emilko, Twoi starzy to banda. Ale pamiętaj są Twoi (niestety) i musisz ich szanować jak ich muchy”

Share: