Meksyku przybyliśmy. Jaką miałabym szansę trafić rok temu, że tak będzie wyglądał ten dzień? Że jedna przygoda drugą popędza? Na chłodno kalkulując – całkiem sporą.

Cztery suche bułki i banany – z takim prowiantem o 7.30 zameldowaliśmy się na lotnisku. Choć zostało nam jeszcze trochę drobnych nie chciałam już kupować nic na kubańskiej ziemi, znów stać w kolejce po te same krakersy. Nie do końca wiedzieliśmy ile będzie trwał lot. Zapamiętaliśmy, że czeka nas zmiana czasu co oznaczałoby tylko 25 minut w powietrzu. Nic się takiego nie stało, ale po 1.5h byliśmy w Meksyku.

Wychudzony Michaszke i pączek Miś.

Tutaj mamy wynajęty wymarzony samochód więc na jego odbiorze skupiliśmy nasze ruchy. Najtańsze rozwiązania mają zazwyczaj kruczki. Także zaczęliśmy od przemieszczania się na inny terminal. I już się zaczęło. Przyszedł taksówkarz i mówi: że się szybko i bezpośrednio nie da, że bezpłatny bus będzie za 40 minut – łgał jak najęty. Oczywiście bus przyjechał po 3 minutach i niestety w tym czasie mój rozmówca się zmył z pola widzenia, więc nie mogłam się go zapytać jak mu się żyje wciskając ludziom kit na STARCIE. Kolejno musieliśmy się zmierzyć z dodatkowym obowiązkowym ubezpieczeniem za samochód, którego próżno szukać w ofercie. Także poszło 150 dolarów i możemy ruszać. Skończyły się uprzejmości i ludzka życzliwość. Zaczął się biznes.

Drogi, które widzieliśmy są szerokie i raczej puste. Póki co bez żadnych spektakularnych widoczków.

I samochód wewnątrz. Po tym zdjęciu dotarło do mnie, że z Emi już niezła pannica, a nie małe bobo.

W Cancun cel był jasny – uzupełnić zapasy. Z tego względu wybraliśmy apartament obok centrum handlowego – basen plus śniadanie w cenie. Po dojeździe na miejsce zostałam z Kruszkiem na parterze. Michał jak zawsze zajął się sprawami meldunkowymi. Po chwili wrócił i mówi: „Jadziu nasz apartament jest na ostatnim piętrze, drzwi na wprost. Poznasz bez problemu, bo w salonie siedzi gość, mieszka z nami.” Zamiast śniadania otrzymaliśmy współlokatorów. Machnęliśmy ręką i ruszyliśmy na zakupy.
Kolejny tydzień mieliśmy spędzić w Tulum. Jednak zanim tam dotarliśmy czekał nas przymusowy postój w Playa del Carmen. To tutaj w biurze Mexico Entero – Me Tours prowadzonym przez Polkę -Panią Ewę – czekał na Michała dron dostarczony z Polski przez blogerkę działająca pod pseudonimem Gadulec. Jesteśmy im bardzo wdzięczni. To była naprawdę ludzka i bezinteresowna pomoc. Samo miasteczko, a raczej deptak pełen badziewia kłuł w oczy. Spędziliśmy dzień na plaży o nazwie Punta Esmeralda z meksykańskimi rodzinami, którzy niczym na Pławnowicach biwakowali w najlepsze. Wszakże był to weekend. Wieczorem dotarliśmy do Tulum.

Festiwal plastikowego zła.

Iguana odwiedziła nasz kocyk. Przy pierwszej się bałam. Biega ich tu całkiem sporo.

Pierwsza plaża w Meksyku. Za pasem piasku jest „zaplecze” z ławeczkami i cieniem, w którym czas standardowo spędzaliśmy my.

O to one wymarzone taco. Były dla nas jak schabowe na emigracji, jak obietnica lepszego jutra.

Moje wyobrażenie było takie: mamy piękny apartament, długi pobyt. Zrobimy spożywcze zakupy, zjemy razem śniadanka, przepierzemy się, zrobimy taki chwilowy domek. Nie tym razem. Zazdroszczę Emilii, że nie będzie tego pamiętać, choć ona akurat świetnie tutaj śpi. Nic to. Musimy się przeorganizować, zacząć czytać dokładnie opisy naszych noclegów, patrzeć podejrzliwie na zdjęcia. Każdy kraj ma jakiś haczyk. Tutaj zaspaliśmy, zadziałaliśmy z rozpędu. Po 3 dniach zmieniliśmy nocleg. Piszę o tym, bo za zdjęciami z pięknymi widokami są nasze codzienne potknięcia.

W kwestii wyobrażeń. Mama według Instagrama.

Mama w rzeczywistości. Brojarz broi. Standardzik.

Wyobraź sobie, że schodzisz schodami do jaskini. Powietrze się zmienia, jest wilgotne i przyjemnie ciepłe. Jaskinia jest duża, ale cała w zasięgu wzroku, do tego dyskretnie podświetlona. Idziesz dalej pomostem, aż Twoim oczom ukazuje się woda o kolorze szmaragdu. Chcesz do niej wejść, a gdy pewnie stawiasz krok już jesteś wodzie. Była tak krystalicznie czysta, że łatwo się pomylić gdzie właściwie się zaczyna. Jeżeli masz dziecko to śpi, jeżeli masz żonę czy męża to milczą. Fale, które powstają na wodzie odbijają się od ścian pełnych nierówności. Cisza zamienia się w przyjmne bulgotanie. I tak właśnie towarzyszyliście mi w kąpieli w cenocie.

Tutaj się przed chwilą wykąpaliśmy.

Jukatan cenotą stoi. W skrócie to wapienne skały, które gromadzą wodę, taka naturalna studnia. A gdy kropla drąży skałę zawsze jest dobrze. Podczas pobytu w Tulum odwiedziliśmy 8 cenot (czyli wciąż zostało 5992 do wyboru) i każda to było inne doznanie. Nigdy nie pływałam w jaskini, o nurkowaniu w niej nie mówiąc. To jest absolutnie cudowne, estetyczne i sensoryczne odczucie. Jedyne co mogę zrobić to podzielić się zdjęciami.

Nie umiesz pływać? Nie ma problemu. W większości cenot są przewieszone liny, których można się trzymać.

Jedna z 4 cenot, które były zebrane w jeden kompleks. Jedyna otwarta i długa na 100 metrów.

Niestety póki co Em się nie wykąpała w cenocie, bo wszystkie były za głębokie, a jedyną płytką przespała.

Muszę wstawiać też swoje foty żeby Em jak będzie czytać widziała jak wyglądała jej matka. A tu akurat jest w swoim żywiole.

Najlepsze jest jednak to, że to dopiero początek. Udało się przeżyć więcej „pierwszych razów”. Mianowicie w samym Tulum jak i w okolicznej miejscowość Cobe znajdują się budowle pamiętające braci Majów. Nie ukrywam, że często archeologiczne atrakcje kojarzą mi się z 4. porozrzucanymi kamieniami i nawet jak są to bardzo stare kamienie to trudno we mnie wzbudzić zainteresowanie. Prosty ze mnie człowiek. Jednak nie tym razem. Piramida w Cobe była zwyczajnie widowiskowa. Może dużo się zmieniło, ale ludzie dalej tak samo lubią piąć się wysoko plus cenią sobie symetrię. A ruiny w Tulum są tak cudownie położone, że ciężko tego nie docenić. Nie bez znaczenia był fakt, że otwieraliśmy tę atrakcję z garstką ludzi, czyli tak jak lubimy. Mało? 25 minut od Tulum jest plaża w Akumal. Na czym polega jej wyjątkowość? 15 metrów od brzegu żółwie jedzą trawę na śniadanie. Wystarczyła rurka z maską i dane nam było z Michałem je podpatrzeć. Michał widział 3 sztuki ja 2, ale utrzymuję, że mój był największy.

Cobe. Polecam zwiedzać na ostatnią chwilę, wtedy jest najmniej ludzi.

Em kończy 9 miechów na tle ruin w Tulum.

Ktoś ma pomysł co to za zwierzę?

I siedział sobie taki Maj jeden z drugim i kontemplował życie.

Plaża w Akumal. Po oglądaniu żółwi czas na rozgrywkę dla Em. Rozrywanie glonów. Generalnie niszczenie leży w sferze jej zainteresowań.

Muszę wspomnieć o jeszcze jednym. Krążąc w poszukiwaniu cenoty Michaszke wjechał samochodem w rozkładające się zwłoki dużego zwierza. Podczas samego manewru poczuliśmy zapach, który spowodował wykrzywienie się twarzy. Z każdym kilometrem intensywność rosła, Miś postanowił się zatrzymać. Okazało się, że resztki padliny przyczepiły nam się do drzwi, nadkola, podwozia. Smród był taki, że jak Boga kocham myślałam, że zwymiotuje. Emilia na widok mojej twarzy zaczęła się śmiać w niebo głosy. Michał próbował odklejać co większe kawałki chusteczkami dla niemowląt. U mnie powodowało to coraz większe zniesmaczenie, a Emi śmiała się jeszcze głośniej. Nie jesteśmy normalni. Skończyło się na myjni.

Plaża w Tulum jak z obrazka, prawda?

Teraz obrazek jest kompletny. Na Jukatanie mają problem z glonami. Osoby, które słono zapłaciły za wycieczkę i oczekują plaży jak z katalogu mają prawo czuć się oszukane. Nas to nie grzeje, nie ziębi.

Nawiązując do początku. Dlaczego twierdzę, że można było przewidzieć dzisiejszy poranek? Bo lubiliśmy spędzać czas poza domem. I nawet jeżeli nasze wyjazdy w góry były równoważne z morzem alkoholu to nie siedzieliśmy w miejscu. Podróżowaliśmy z absolutnie każdym budżetem śpiąc w 8 osób pod plandeką. Bo się udało na emigrację zarobkową pojechać do Hiszpanii i połączyć przyjemne z pożytecznym. Uśmiech na twarzy był taki sam jak teraz, a nawet i większy gdy przed monopolowym w Bieszczadach jedliśmy parówki, przeżywając tydzień za 100 zł. Potem pracowaliśmy z zapałem, co roku skrzętnie wykorzystując dni urlopu.

Podróżować można z każdym budżetem jedyne czego potrzeba to śmiałości, a tejże za pieniądze kupić się nie da.

Share: