Jagoda opisała Wam jakie przygody i odczucia towarzyszyły nam podczas podróży. Ja postaram się w jednym wpisie zawrzeć najważniejsze szczegóły techniczne.

Termin

28.12.2018 – 04.01.2019.

W Jordanii spędziliśmy równy tydzień i uważam, że jest to wystarczająca ilość czasu żeby na spokojnie zobaczyć najważniejsze miejsca. Myślę, że bez dziecka ten sam plan zrobilibyśmy w trzy dni, ale mając na uwadze Emilię chcieliśmy nie gnać na złamanie karku, tylko zrobić trochę mniej, ale wrócić do Polski wypoczętym. W pełni się udało 🙂

Termin był zimowy, więc niestety odpadł nam kanion Wadi Mujib, który w tym czasie jest zamknięty, ale myślę że nawet gdybyśmy chcieli go zrobić to 7 dni w pełni by wystarczyło.

Pogoda zimą

Lecąc do Jordanii na sylwestra mieliśmy nadzieję, że uda nam się trochę wygrzać. Niestety nie udało się, co nie oznacza, że było źle. Styczeń to najzimniejszy miesiąc w roku w Jordanii i ogólnie nie polecam go na wyjazd do tego kraju. Lepiej skoczyć w październiku/listopadzie. W tym okresie temperatury w ciągu dnia są bardzo przyjemne i wahają się między 18-25 stopni Celsjusza.

Podczas naszego wyjazdu temperatury w zależności od regionu wahały się od 8 do 15 stopni. Najzimniej było w okolicach Ammanu i Madaby, tam pogoda była kapryśna, przywitał nas zimny wiatry i deszcz. Im dalej na południe tym temperatury były przyjemniejsze. Na pustyni Wadi Rum i w basenie morza martwego było zdecydowanie najcieplej i można się było nawet pokusić o posiedzenie w krótkim rękawku na słoneczku.  Przez cały tydzień nie mieliśmy ani jednego dnia ciągłej lampy, ale ogólnie uznałbym pogodę za ok. Gdyby nie fakt, że byliśmy z Małą to bym nawet się cieszył, że było chłodno.

Loty

Lecieliśmy liniami Ryanair z Krakowa do Ammanu, stolicy Jordanii. Lot trwał 3:20 do Ammanu i 3:40 do Krakowa. Bilety kosztowały wstępnie 700 złotych (za dwa), ale po dodaniu priorytetu (żeby mieć dwa bagaże podręczne), dokupieniu dużego bagażu (20 kg) i dodaniu dziecka nagle zrobiło się z tego 1700 PLN… No cóż, skończyły się czasy gdy na tydzień dało się spakować do jednego małego plecaka. W sumie spakowaliśmy się dwa duże podręczne (2 x 10 kg), duży bagaż rejestrowany (20 kg) i torbę na akcesoria dla dziecka (5 kg). Taką torbę można za free przewieźć jako dodatkowy bagaż podręczny. Wózek i fotelik samochodowy można również przewozić bez dodatkowej opłaty.

Podczas rezerwacji lotów nie zauważyłem, że dokonuję zakupu ze strony https://www.ryanair.com/gb/gb. Ceny przez cały czas wyświetlały się w PLN’ach, a do języka angielskiego przyzwyczaiłem się w takim stopniu, że nie zwróciłem uwagi na to, że jestem na stronie brytyjskiej. Efekt? Z kredytówki ściągnęło mi kasę przewalutowując PLN na EUR, a następnie na GBP, co dodało ekstra 300 złotych do ceny biletów. Reklamacja w Ryanair była nieskuteczna. Ich tłumaczenie brzmiało – „jeśli wylot następuje z innego kraju, niż kraj wydania karty kredytowej, to kwota transakcji zostanie pobrana w funcie”. Na moje „ale przecież lecę z Polski i mam polską kartę” nie uzyskałem odpowiedzi mimo kilku wysłanych maili. Ogólnie problem jest taki, że reklamację można złożyć tylko przez formularz na stronie Rajana, który ma limit znaków, więc ciężko jest opisać zdarzenie by się w nim zmieścić. Odpowiedź na reklamację przychodzi na maila, ale odpisanie na maila skutkuje odpowiedzią od automatu „Proszę użyć formularza na stronie”. Formularza nie mogę użyć, bo limit znaków nie pozwala mi przekopiować poprzedniego maila.  Dodatkowo za każdym razem sprawa trafia do innego Hindusa w help desku. I tak się to kręci… Może kiedyś wezmę urlop w pracy, żeby się z nimi jeszcze pomęczyć.

Transport

Po Jordanii poruszaliśmy się samochodem wynajętym w sieci Dollar/Thriffty na lotnisku w Ammanie. W moim odczuciu był to najlepszy możliwy środek transportu. Cena – 650 złotych za tydzień za Kia Cerato. W wypożyczalni nie robili żadnych problemów, ale standardowo trzeba mieć kredytówkę, by ściągnęli depozyt na wypadek uszkodzeń.

Drogi w Jordani są takie se. Raczej dziurawe i słabo utrzymane, ale z drugiej strony przez cały wyjazd nie trafiła mi się żadna dziura, która mogłaby urwać koło. Były miejsca w których trasa była naprawdę dobra, ale dominowały raczej jednopasmowe dziurawce. Co około kilometr, niezależnie od rodzaju drogi czeka na nas próg zwalniający. Nie ma to znaczenia czy to droga miejska, droga szybkiego ruchu, czy autostrada. Próg musi być. Niektóre progi były w tak absurdalnych miejscach jak środek łuku na autostradzie. Chyba tylko po to, żeby cię na nim wybiło i żeby zbierali Cię z okolicznego rowu.  Dodatkowo progi były dość losowo oznakowane. Niektóre były widoczne z daleka i oznaczone znakami poziomymi i pionowymi, a niektóre totalnie nieoznakowane, w środku dupy. Na dodatek były w tym samym kolorze co jezdnia. Istna radość, gdy co jakiś czas podskakiwaliśmy na rzeczonych progach mało nie urywając zawieszenia. Średnia prędkość z wyjazdu to około 70 km/h.

Trasa

W Jordanii spędziliśmy równe 7 dni. Nie będę tu opisywał atrakcji, bo zrobiła to już Jagoda w poprzednich postach, tylko skupię się na trasie i spaniu. Co do noclegów to wierzcie mi – nie jesteśmy wymagający. Spaliśmy podczas swoich podróży w takich miejscach, że trzeba było rozwijać karimatę na łóżku, żeby nie dostać jakiejś choroby. Nie mamy wysokich oczekiwań, ale jadąc z dzieckiem szukaliśmy czegoś o wyższym standardzie. W moim odczuciu z wszystkich wymienionych hoteli tylko Hasan Zaweideh był wart swojej ceny i polecam go z całego serca. W całej reszcie było albo brudno, albo zimno, albo nie było ciepłej wody, albo był grzyb, albo wszystko na raz.

Dzień

Skąd

Dokąd

Spanie

Komentarz

28/12

Kraków (06:15)

Amman (10:55) -> Madaba

Queen Ayola Hotel / Delilah Hotel

Quen Ayola to istny gnój. Nie było ciepłej wody, grzania, na ścianach grzyb, a w pokojach syf. Zmieniliśmy nocleg po godzinie, bo Emilia dostawała hipotermii. Nie polecam.

 

Delilah ok. Też zimno, ale czysto i dobre jedzenie.

29/12

Madaba

Petra

Petra Nights Hotel

Hotel ujdzie. W pierwszym pokoju mieliśmy grzyba na pół ściany. W recepcji wymienili pokój bez problemu na taki bez grzyba, chociaż było go ciężko znaleźć. Po wymianie było lepiej, ale według mnie hotel nie warty swojej ceny. Widok z okna na skarpę ze śmieciami 😀 Czemu tego nie posprzątają? Nie wiem.

30/12

Madaba

Petra

Petra Nights Hotel

31/12

Petra

Petra

Petra Nights Hotel

01/01

Wadi Musa

Wadi Rum

Hasan Zaweideh Camp

Mega miejscówka!! Polecam z całego serca! Super właściciel, cały czas dbający by niczego nam nie zabrakło. Bardzo pozytywni ludzie, czysto, dobre jedzenie i widok na niebo pełne gwiazd. Czego chcieć więcej.

02/01

Wadi Rum

Wadi Rum

Hasan Zaweideh Camp

03/01

Wadi Rum

Al-Karak -> Madaba

Saint John Hotel

Super hotel w centrum Madaby. Fajnie ulokowana resaturacja na dachu z widokiem na całe miasto. W restauracji można zapalić shishę za 3,5 JOD (20 PLN) i napić się piwka.

04/01

Madaba (11:20)

Kraków (14:10)

Trasa na mapie prezentuje się następująco:

Wizy

Lecąc do Jordanii i chcąc zobaczyć Petrę warto wyrobić sobie Jordan Pass (https://jordanpass.jo). Zawiera on w sobie wizę i wstęp do 40 atrakcji w Jordani w tym Petrę, Al-Karak i mozaiki w Madabie. Koszt to 90 – 113 USD w zależności od dni spędzonych w Petrze (1-3). Opłaca się, biorąc pod uwagę, że koszt samej wizy do Jordanii to 220 złotych, a wejście do Petry to 250 złotych za jeden dzień. Dla dziecka wiza też jest obowiązkowa, za to na wszystkie atrakcje wchodzi za free.

Bezpieczeństwo

W moim odczuciu Jordania jest mega bezpieczna. Ani razu nie czuliśmy zagrożenia, wszyscy napotkani ludzie byli serdeczni i życzliwi. Każdy chciał nam pomóc, tak po ludzku i bezinteresownie. Co prawda nie szlajaliśmy się po dzielnicach biedy po nocach, tylko trzymaliśmy się głównego szlaku turystycznego, więc standardowo – zdrowy rozsądek, a nic Wam się nie stanie.

Latanie dronem

W Jordanii latanie dronem jest zabronione, a dron może być Wam odebrany na lotnisku i przetrzymany aż do opuszczenia kraju. Żeby latać trzeba mieć specjalne pozwolenie, wyrobione przynajmniej 2 tygodnie przed wyjazdem, ale sama procedura jest dość upierdliwa i podobno rzadko się udaje. Więcej na tej stronie (https://uavcoach.com/drone-laws-in-jordan/), ale już sam ten fragment skutecznie zniechęca do aplikowania:

„Applications to fly must be submitted to the CARC at least 10 working days before the proposed flight, so that the Ministry of Interior can coordinate with Royal Jordanian Air Force & Civil Aviation Regulatory Commission. The application form can be found here.”.

Jak myślę o tym, że jakieś ministerstwo ma się skoordynować z powietrznymi siłami zbrojnymi to mi się odechciewa.

Ja oczywiście nie wiedziałem o tym, że latanie jest zabronione, a głupi ma zawsze szczęście, także udało mi się przewieźć małego drona DJI Mavic Air przez granicę i nakręcić kilka ujęć na pustyni. W drodze powrotnej na kontroli osobistej funkcjonariusz straży granicznej przyczepił się do mojego drona i wezwał swojego przełożonego. Była trochę kupa w gaciach, ale koniec końców przełożony machnął ręką i mnie puścił. Także odradzam latanie z dronem do tego kraju 🙂

Ceny

Ceny w Jordanii w moim odczuciu są zabójcze. Gdzie się człowiek nie ruszył tam zostawiał stówę. Nie wiem czy ceny są inne dla lokalesów, a inne dla turystów, ale w żadnym sklepie, nawet w sieciówkach na półkach nie bylo metek. Targowanie w spożywczaku raczej nie wchodziło w grę 😉

Poniżej przykładowe ceny:

  • Zakupy – 75 PLN:
    • Czipsy Pringles
    • 4 małe piwa bezalkoholowe
    • Ciastka
    • 2 wody
  • Obiad w restauracji niskiej/średniej klasy – 120 – 200 PLN za dwie osoby
  • Butelka wody 1,5 l – 5 PLN
  • Nocleg – 150 – 400 PLN za noc
  • Wycieczka po pustyni (3 h) – 350 PLN
  • Wiza – 220 PLN od osoby
  • Wstęp do Petry – 250 PLN od osoby
  • Paliwo – 4 PLN za litr

 

Czy warto jechać do Jordanii?

W naszym odczuciu jak najbardziej warto odwiedzić ten kraj. Z kilku względów:

  • ludzie,
  • zabytki,
  • przyroda.

Z drugiej jednak strony sugerujemy połączyć wyjazd do Jordanii z wizytą w sąsiednim Izraelu i zrobić 3 dniowy wyjazd do Petry, Wadi Rum i kanionu w Wadi Mujab, którego niestety nie zobaczyliśmy. Sugestia wynika z tego, że morze martwe czy morze czerwone to trochę jednorazowe atrakcje, a krajobraz w obu krajach jest dość podobny. Dodatkowo kraj jest ekstremalnie drogi i tydzień spędzony tam wyniósł nas prawie tyle samo co 2,5 tygodnia na Bałkanach (gdzie również tanio nie było).

Share: