Pamiętniki z wakacji cz. 4/4
#JakBedzieDzieckoToSieSkonczyPodrozowanie

To ostatnia część z naszej pierwszej objazdówy. Statystyki lecą na łeb na szyje, tracę fanów 😱😵😳, Michał mój specjalista podpowiada, że za dużo faktów a za mało ploteczek. Może też za mało cycków, ale aktualnie jedyne, które nadają się do pokazania w naszej rodzinie to Michałowe 😉.

A tak na serio to nie mieliśmy szczęścia do Chorwacji. Nie bardzo też chcieliśmy ją zwiedzać, ale logistycznie inaczej się nie dało. Zaczęliśmy od Zadaru, który był koszmarem. Okolica też nieciekawa, chociaż gość, który kosił śmieci kosiarką skradł moje serce. Banerowo, reklamowo, drogo.

 

Zadar. Plastikowy baner na murach starego miasta. Po co? Tak jak bardzo cieszyłam się z sukcesów Chorwatów podczas mistrzostw tak bardzo nie rozumiem tandetnego sposobu ekspresji tej radości.

 

Później było lepiej, Omis bardzo przyjemny, Plat tak samo a droga na południe czysta przyjemność dla oka.

 

Omiś. Niewielkie miasteczko pięknie zlokalizowane. Ponoć w sezonie bardzo tłoczne. W połowie września bardzo przyjemnie.

 

Plażowanie w Omisiu. Widok z wody.

 

Polacy uwielbiają Chorwację, Polacy każdego sortu.

 

Skradin i Park KRK również godny polecenia. Tylko, że dla rodzin z 3 miesięcznym dzieckiem ciężko. Temperatury wysokie, jak chcieliśmy posiedzieć na plaży to spędzaliśmy czas w cieniu kibla albo innej budy zazwyczaj na kocu z petów. Góry piękne, ale dla nas niedostępne. No i… przewidywalnie, po prostu wakacyjnie. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wielu urokliwych miejsc nie widzieliśmy, gdybyśmy byli sami pewnie nurkowanie i spontaniczne kąpiele na cypelkach wysepkach podniosłyby ocenę no, ale serca tam nie zostawiliśmy. Za to sporo kun.. chore ceny.

W drodze do Parku Krk. Rejs wliczony w cenę. Statek dopływa pod największy wodospad. Park jest bardzo duży niestety nieprzejezdny dla wózków. W drugą stronę można do Skradinu wrócić drogą rowerową.

 

Park Krk. Pięknie wykadrowane wodospady- u podnóża tłumy ludzi. Niemniej jednak kąpiel całkiem całkiem.

 

Widoczek platformy „edukacyjnej” z góry. Nie było nam dane przejść całej ścieżki. W pojedynkę każdy z nas wbiegał na najwyższy punkt podczas gdy drugi koczował przy wózku.

To były udane wakacje. Wracam też wyspana i względnie wypoczęta. Emi o 20 idzie w kimę i śpi do rana, zachęceni tym faktem 2 razy próbowaliśmy z nią w wózku iść na miasto. Kończyło się płaczem więc odpuściliśmy. Spędzaliśmy więc wieczory stacjonarnie i dużo spaliśmy. Próbowaliśmy apartamentów z widokiem na morze żeby zrekompensować spanie w piwnicy na Słowenii, ale cały zachód słońca przekarmiłam plecami do widoku 😁. Nieustająco jednak próbowaliśmy żeby było najprzyjemniej jak to możliwe.

 

Widok z balkonu w jednym z apartamentów.

 

Wieczorne szaleństwo zamiast kolacyjek na starym mieście. Oferta piw bezalkoholowych była zacna.

Z różnych powodów wracamy wcześniej. Nie żal mi. Będziemy w 3 i dalej będzie fajnie. Hasło ze ściany ” każda podróż sprawia radość albo gdy trwa albo gdy się kończy” wciąż aktualne.

Na koniec chciałam nawiązać do sytuacji opisanej przez Michała z trefnym apartamentem po 13 godzinach jazdy. Ja jestem racjonalistką i potrafię się cieszyć chwilą i ten dzień pokazał, że zawsze może być gorzej. Sama podróż dała w kość, potem patowa sytuacja ze spaniem- zamiast pięknego pokoju dostaliśmy podrzędne zastępstwo. Gdy się z tym pogodziliśmy okazało się, że nie ma ciepłej wody, gdy po 10 min kombinowania woda poleciała Emilia się wybudziła. Przyśniło jej się, że jednorożec miał dwa rogi. Gdy ta tragedia została opanowana okazało się, że mieszkamy koło wieży z zegarem, który co 30 min wybijał godzinę. A na koniec… w nocy obudziło nas trzęsienie ziemi, najmocniejsze w Skradinie od 1900 roku, pierwsze w naszym życiu. Na szczęście nic nikomu się nie stało. Ok to zaczynamy nowy dzień… po burzy czas na słońce. Dostajemy info, że Balon zsikał się na kanapę po raz piąty 😎. I co? Nic. Teraz już tak będzie, bo nasze życie nie zależy tylko od nas samych. Powiedziało się A to trzeba lecieć dalej z alfabetem. Dobrze, że „a guu” brzmi tak kojąco.

Chciałam z tego miejsca podziękować mojemu mężowi za to, że wszystko pięknie ogarniał i wyczuwał moje nastroje. Bardzo go lubię jako człowieka 😊. Dziękuję też, że popracował nad postojami na siku. Na początku wytrzymywał tylko 30 minut a pod koniec wyjazdu aż 55 😍😍😍.

Standardowo z wyjazdu będzie film i zapewniam, że będzie on prezentował wyższy poziom niż moje zdjęcia. Ale są prawdziwe, gdyż nie potrafię posługiwać się filtrami itp.

Nikon- nasze drugie dziecko, ukochany synek tatusia.

Share: